NAJDROŻSZE DWA TYGODNIE W MOIM ŻYCIU | ILE NAPRAWDE KOSZTUJE WYJAZD Z EF?

Będziesz w szoku!

Niedawno miałam przyjemność uczestniczyć w kursie językowym organizowanym przez EF Education First Polska. Ceny podawane przez EF za najkrótszy, czyli dwutygodniowy wyjazd zaczynają się od 4-5 tys. zł. Nie jest to mała kwota. Czy to cały koszt wyjazdu? Ile mnie wyniosła ta przygoda? Specjalnie dla Was przygotowałam ”krótki” kosztorys. Zapraszam do zapoznania się z tematem!

Ceny będę podawać na przykładzie mojego kursu i wydatków, jakie poniosłam.

CENA POCZĄTKOWA

Zacznijmy od tego, co obejmuje cena wyjściowa, czyli ta podana w katalogu EF. Kurs, który wybrałam, czyli dwutygodniowy kurs intensywny w Rzymie kosztował 5 190 zł. Cena obejmuje kurs, czyli 32 40-minutowe lekcje tygodniowo, zakwaterowanie w dwuosobowym pokoju u rodziny goszczącej oraz wyżywienie – śniadania i obiadokolacje od poniedziałku do piątku oraz trzy posiłki w weekendy. Za podręczniki musiałam zapłacić dodatkowe 300 zł.

UWAGA: Jeśli rozważasz wyjazd, ale chcesz mieszkać w rezydencji EF lub mieć pokój jednoosobowy, licz się z dodatkowymi kosztami. Jak zdecydowałam się na opcję ‘lowcostową’ i cięłam koszty jak mogłam.
(PS. Nie wiem, czy można tu mówić o lowcost-travel).

DOJAZD

Jak się okazało, te pięć tysięcy to dopiero początek. Pierwszą rzeczą, jaką pewnie zauważyliście jest to, że cena nie zawiera biletów lotniczych, więc przelot (lub dojazd – jak kto woli) musicie zorganizować sobie na własną rękę. Ja początkowo miałam szczęście – dzięki członkostwu w ESN Erasmus Student Network (o tym kiedy indziej) i posiadaniu ESN Carda (z promocją Ryanaira dla ESN-owiczów) udało mi się kupić loty w dwie strony z 15 kg bagażem rejestrowanym za ok. 320 zł.
Niestety, z powodu strajku pilotów mój lot powrotny został odwołany… więc musiałam zorganizować sobie powrót do domu w inny sposób. Ostatecznie skończyło się na wyborze autobusu… Cena za przejazd z Rzymu do Krakowa wynosiła 51 euro. Ryanair zwrócił mi koszty odwołanego lotu, co częściowo pokryło różnicę w cenie. Za transport do i z Rzymu zapłaciłam ostatecznie ok. 400 zł. 

NA LOTNISKO… A CO DALEJ?

Lecimy dalej z kosztami – transfery. O ile dojazd na i z lotniska w Polsce/Krakowie zapewniła mi moja mama, to żeby dostać się z lotniska Ciampino w Rzymie do mojej rodziny goszczącej musiałam się trochę nagłowić. Niestety miałam pecha – najdogodniejszy dla mnie autobus miejski w niedzielę nie kursował, więc do centrum pojechałam autobusem łączącym lotnisko z miastem. Koszt przejazdu: 5 euro. W drodze powrotnej skorzystałam z zintegrowanego biletu na komunikację miejską, który kupiłam w pierwszy dzień, co pozwoliło mi trochę ściąć koszty.

PORUSZANIE SIĘ PO MIEŚCIE

Apropo komunikacji miejskiej – poruszanie się po mieście również kosztuje. Owszem, można wszędzie chodzić pieszo, ale ja zdecydowałam się na bilet miesięczny na zintegrowaną komunikację miejską w Rzymie (metro, autobusy, tramwaje, itp.). Bilet taki kosztował 35 euro. Wybrałam bilet miesięczny, ponieważ bilety tygodniowe były po 24 euro, więc przy dwutygodniowym wyjeździe w ogóle mi się to nie opłacało. Niestety w Rzymie, w przypadku komunikacji miejskiej, nie funkcjonują bilety studenckie/ulgowe. Warto również pamiętać, że w stolicy słonecznej Italii bilety miesięczne obowiązują od przysłowiowego pierwszego do pierwszego, a nie jak u nas – od momentu skasowania, przez miesiąc.

TO, CO WE WŁOSZECH NAJLEPSZE

… czyli jedzenie. Spodziewałam się, że przy dwóch posiłkach w ciągu dnia, które były w cenie kursu, mogę chodzić trochę głodna. Na spotkaniu ambasadorów w Krakowie dowiedziałam się też, że włoskie śniadania są bardzo skromne, ale za to można najeść się podczas kolacji. Dokładnie tak było. Zupełnie inaczej niż w Polsce. Zupełnie inaczej niż jem na co dzień. Zupełnie inaczej  niż podają zasady zdrowego odżywiania, do których staram się ostatnimi czasy stosować. Wracając – wyjeżdżając z Polski wiedziałam, że część pieniędzy muszę przeznaczyć na dożywienie samej siebie. Nie był to dla mnie jakiś wielki problem, ponieważ jestem chyba największą fanką kuchni włoskiej, jaka chodzi po tej Ziemi. Kocham wszelkie pasty, pizze i desery. Niestety. 😉 Nie będę podawać dokładnie, ile wydałam na jedzenie, ponieważ jest to kwestia zupełnie indywidualna, jednak przyjmujmy, że było to dziennie ok. 10 euro. Czyli w sumie 140 euro w ciągu dwóch tygodni.

SOUVENIRY

Pamiątki. Wiadomo, z każdego wyjazdu warto przywieść sobie i swoim najbliższym jakiś mały, drobny upominek. Trochę się tego nazbierało. Co kupiłam konkretnie? Kilka magnesów, pocztówki, regionalne wino oraz pyszne włoskie ciasteczka, którymi częstuje znajomych do dzisiaj! Kupiłam też włoską prasę! Dokładniej – Grazie, w nawiązaniu do włoskiego słowa grazie (dziękuję). Oprócz tego, któregoś wieczoru wybrałam się do mojego ukochanego Lush’a – sklepu z kosmetykami, którego w Polsce jeszcze nie ma. Kupiłam tam krem do rąk, krem do twarzy, szampon oraz odżywkę do włosów. Łącznie z pamiątkami: 100 euro.

CO JESZCZE?

Inne atrakcje. Życie nauczyło mnie, że podczas wszelkich wyjazdów pojawiają się mniejsze lub większe dodatkowe wydatki. Tak też było tym razem. Pierwszy z nich – impreza szkolna w cenie 15 euro. Zorganizowana w prestiżowym klubie w centrum Rzymu, z bufetem i drinkiem w cenie. Byli tam wszyscy – chyba rozumiecie, musiałam tam być też i ja  ;). Innego wieczoru wybrałam się ze znajomymi do kina. Bardzo chciałam obejrzeć jakikolwiek film w języku, który zamierzam studiować. Wylądowaliśmy na… Minionkach! We włoskiej wersji językowej również były super! Podczas mojego pobytu miałam także jeden wolny weekend, który spędziłam razem z nowo poznanymi znajomymi. Trochę włóczyliśmy się po mieście, trochę próbowaliśmy lokalnego jedzenia, a wieczorami sprawdzaliśmy, jak imprezują Rzymianie. Wydałam dodatkowe 25 euro. Weekendowe wydatki i kino wliczyłam do tzw. wydatków codziennych, czyli kwoty przeznaczonej na każdy dzień. W weekend wydałam więcej niż zakładałam, ale za to w tygodniu zdarzyło się kilka ,,dni oszczędności”.

Podsumowując, na jedzenie, pamiątki i inne atrakcje wydałam niestety sporo. Z Polski zabrałam ze sobą 340 euro, przeznaczając na dzień maksymalnie 20, plus miałam trochę odłożone na czarną godzinę. Przywiozłam 60. Czyli wydałam około 280 euro. Jak zwykle za dużo… Wy też tak macie?

Czas na ostatni punkt programu – zwiedzanie. Pod względem turystycznym wyjazd do Rzymu był dla mnie niewielką atrakcją. Byłam tam już po moich 18 urodzinach (tak, to był prezent!). Niemniej jednak miło było odwiedzić po raz kolejny miejsca, które tak dobrze mi się kojarzą. Oprócz biletu do Castel Sant’Angelo (7 euro – również wliczyłam to w codzienne wydatki) na zwiedzanie nie wydałam nic. Rzym jest tak pięknym miastem, że samo spacerowanie antycznymi ulicami sprawiało mi przyjemność. Zwłaszcza o różnych porach dnia – o świcie, po południu i późnym wieczorem. Nawet nocą.

INNE KOSZTY

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o ukrytych kosztach, których początkowo EF nie podaje. Przed moim wyjazdem miałam przyjemność odwiedzić biuro EF w Warszawie przy ul. Marszałkowskiej. (Swoją drogą piękny budynek, robi wrażenie!). Firma akurat organizowała dni otwarte, więc uznałam, że aż żal by było z tej okazji nie skorzystać. Poszłam więc do biura, żeby usłyszeć coś o wyjeździe i ewentualnie uzyskać wycenę. Mocno się zdziwiłam, jak zobaczyłam fakturę. Co w niej było?

Otóż cena, którą przyjęłam, że poniosę, czyli nieco ponad 5 tys. to był dopiero początek góry lodowej. Oprócz niej na fakturze widniały takie pozycje jak: opłata administracyjna – 390 zł, ubezpieczenie turystyczne – 220 zł, ubezpieczenie od kosztów rezygnacji – 270 zł i słynne podręczniki za 300 zł (która książka tyle kosztuje?!). O ile jestem/byłam w stanie zrozumieć ideę opłaty administracyjnej, to byłam zaskoczona dwoma dodatkowymi ubezpieczeniami, które tam widniały. Po rozmowie z Panią Martą, konsultantką, która opiekowała się mną przed wyjazdem, okazało się, że muszę zapłacić 390 zł za opłatę administracyjną, ale ubezpieczenia nie są obligatoryjne. Tzn. są, ale po kolei.

Zacznijmy od ubezpieczenia turystycznego. To oferowane przez EF to koszt 220 zł. Dowiedziałam się, że można je załatwić ”na własną rękę” i po prostu dosłać odpowiednie papiery. Po przejrzeniu ofert i przeanalizowaniu sytuacji zdecydowałam się właśnie na tę opcję. Znalazłam ubezpieczenie turystyczne, które spełniało warunki, kupiłam je i przesłałam do EF. Wyniosło mnie ok. 100 zł. Czyli o 120 zł mniej, niż to proponowane przez EF. Jako, że kurs rezerwowałam mniej niż 30 dni przed planowanym rozpoczęciem, byłam w miarę zdecydowana, że pojadę, dlatego też zrezygnowałam z ubezpieczenia od kosztów rezygnacji. Kolejne 270 zł w kieszeni.

NA KONIEC

Podsumowując po raz drugi i ostatni – cały wyjazd kosztował mnie 6380 złotych i 280 euro. Przy przeliczaniu euro przyjęłam założenie, że 1 euro = 4,3 złotych, bo taki mniej więcej kurs obowiązywał, gdy przygotowywałam się na wyjazd.

Łącznie: 6380 + 280 x 4,3 = 7584 zł – dodając inne dodatkowe koszty takie jak paliwo, dojazd do biura, rzeczy kupione na wyjazd, itp. zaokrąglę tę kwotę do 8 tys. zł. To bardzo dużo jak na dwa tygodnie… zwłaszcza w sytuacji, gdy starałam się ograniczyć wszelkie niepotrzebne koszty. Nie mniej jednak przygoda, którą przeżyłam, ilość wiedzy, jaka mi została w głowie i ludzie, których tam poznałam są bezcenni i absolutnie tego warci! Jeśli chcesz dowiedzieć się co podobało mi się najbardziej, zapraszam tutaj. Polecam!

Jeśli mój wpis Ci się podobał i chcesz mi podziękować – wspomnij przy rezerwacji kursu, że wiesz o nim ode mnie, czyli od Ambasadorki Kingi Kuś lub z bloga thelife.pl. 😉 Dostaniesz wtedy zniżkę w wysokości -5%!

A Wy? Co myślicie o wyjazdach organizowanych przez EF Education First? Może ktoś z Was już był? Jak było? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Ściskam,
Kiniacz!

KINIACZ
Cześć, tu Kinga! Jestem studentką filologii włoskiej i pasjonatką podróżowania, kosmetyków naturalnych oraz slow life! Lubię zdrowe jedzonko i pyszne desery, dlatego od czasu do czasu znajdziesz tu ciekawe przepisy! Jestem też Ambassadorką EF Education First i Absolwentką EF Roma! <3 Jeśli masz jakieś pytania - śmiało pisz do mnie! PSS! Na Facebooku udostępniam czasami ciekawostki związane z Włochami, a na Instagramie możesz poznać mnie bliżej :) YouTube'a dopiero rozkręcam, ale docelowo będą tam relacje z moich podróży! Zapraszam!
%d bloggers like this: